Dzisiaj kij w dupę bo będzie poważnie. A dla garbatych - pajączek na plecy.
Najpierw nie chciałam o tym mówić. Potem chciałam, ale widziałam ogólną niekumatość i przestałam chcieć. Do tego przez cały ten czas czy chciałam czy nie, pewne osoby zabraniały mi o tym mówić, w obawie, że ucierpi moja reputacja.
A teraz dostaję kurwicy zauważając że nikt o tym nie mówi, do tego stopnia, że mnie nosi. I mam już gdzieś moją reputację i to, że ludzie nie rozumieją tematu, bo to znaczy, że oni są dupkami i nie jest to mój problem.
Krótko i do sedna.
Chorowałam na depresję. Leczyłam się psychotropami, chodziłam na terapię, miałam remisję. Zawaliłąm rok w liceum, potem straciłam pracę, która lubiłam. Straciłam jakieś 3 lata normalnego życia.
Tak, miałam myśli samobójcze. Tak, leżałam w łóżku całymi dniami. Tak, nie mogłam spać i tak, brałam leki nasenne. Tak, tak, tak. I tak, nikt tego nie potrafił zrozumieć od moich znajomych, poprzez nauczycieli, moich rodziców, psa i na mnie kończąc. I przestałam oczekiwać zrozumienia od kogokolwiek, kto tego nie przeszedł.
Zatrzymaj się i wyobraź sobie, że masz grypę (albo zapalenie ucha, gorączkę tropikalną, połamane nogi i ręce, albo zawał, czy co tam chcesz mieć). Dzwonisz do szefa, że bierzesz chorobowe. A potem ci się pogarsza i jedyne na co masz siłę to leżenie i gapienie się w sufit. Nie chcesz pić, ani jeść. Nie chcesz się umyć. Autentycznie ci to wisi. Nie wiesz, czy chcesz umrzeć, czy chcesz, żeby to minęło. Nie ma cię tydzień, dwa. Nie tylko w pracy, ciebie w ogóle NIE MA. A kiedy opanujesz swoje lęki przed powrotem do normalności, wypijesz ze dwie melisy, żeby zwalczyć dygotanie i ból żołądka i dasz radę dowlec się do pracy usłyszysz że co ty sobie wyobrażasz, okropny symulancie, jesteś leniem i nie chce ci się wstać rano do pracy, a tak w ogóle pogarszasz statystyki i zaraz, już za chwileczkę, za momencik to wyrzucimy cię stąd na zbity pysk, ale dobra, jesteśmy tacy otwarci, współczujący i zajebiści, damy ci szansę. I tak w kółko. Półtora roku. Aż odejdziesz sam.
Jeśli masz bogatą wyobraźnię, to gratuluję, zbliżyłeś się do moich doznań o jakieś 5%.
A teraz historia w kilku aktach
Akt I "Czarna owieczka"
Nie wiem, czy ze mną było coś nie tak, czy to tylko przypadkowe wpadnięcie do studni w której jest ciemno jak w dupie, ale szkoła była dla mnie pasmem udręk. Nadal jestem gapowata (gdzie na Boga są te moje nowe okulary?) i jakoś mnie to nie boli. Nadal jestem źle nastawiona do gier zespołowych (dzięki za faceta, który nie ogląda meczów!). I nienawidzę całym sercem WFu, mimo że już go nie mam w planie od mega dawna. Każda klasa ma kozłą ofiarnego, prawda? To jest ZUPEŁNIE NORMALNE. To, że "koledzy" z klasy ci ubliżają - normalne. To, że zawsze wybierają cię na końcu do drużyny - normalne. To, że ktoś rzuca za tobą świńskie teksty na ulicy. Zabieranie plecaka, piórnika, niszczenie rzeczy. Głupie uśmieszki i wredne spojrzenia. Traktowanie jak opóźnionej w rozwoju. Ignorowanie, gdy coś mówisz. Wszystko jest normalne, prawda?
Żałuję w życiu trzech rzeczy: że tak późno zaczęłam jeździć konno, nie poszłam do szkoły muzycznej i że byłam nad wyraz spokojnym i nieśmiałym dzieckiem i nie spuściłam tym wszystkim dupkom sowitego wpierdolu po lekcjach. Gdybym się teraz cofnęła do podstawówki, na pewno skończyłabym w zakładzie poprawczym.
Akt II Nieobecna
Przestałam bywać. Na lekcjach rzecz jasna, jakoś pod koniec gimnazjum. Mówiłam, nikt nie słuchał. Miałam zaległości, moje zaległości były powodem moich kolejnych nieobecności, kółko graniaste. Jakoś dociągnęłam to gimnazjum, poszłam na bal, zdałam testy. Będąc zdrową "na umyśle".
Akt III Nie idę, bo nie umiem!
Moja nauczycielka od matematyki z podstawówki powiedziała kiedyś, że matematyka jest jak łańcuszek, jak się gdzieś przerwie ogniwo i czegoś się nie rozumie, to łańcuszka już nie ma. I moja całą nauka byłą takim łańcuszkiem. I jakoś wtedy zaczęły się moje lęki. Wszystko się nakładało i rosło jak góra, bo bałam się swojego własnego lęku. Sprawdzianów, klasówek, tego, że nie daję rady. Cóż, wiedziałam, że nie daję rady, ale po napisaniu testu wszyscy będą wiedzieć, a po co mają wiedzieć? Byłam nieklasyfikowana z tylu przedmiotów, że po zdaniu tych pieprzonych egzaminów chyba zostałam legendą szkoły(oby nie!). Ale to było później...
Akt IV "Ale my nic nie zauważyliśmy!"
Cytat pamiętny mojej ukochanej (tfu, na psa urok!) wychowawczyni. No nie zauważyli mojej depresji, bo nie mieli jej zauważać. Moja Matula powiedziała wtedy pani S., żeby z nami zamieszkała, wtedy zauważy, bo jak się pojawiam w szkole, to znaczy, że mam lepszy dzień.
Akt V Idź stąd
Zaniżałam statystyki frekwencyjne klasy. Nauczyciele musieli mi wyznaczać dodatkowe terminy zaliczeń. Robić dodatkowe rady. Przyjeżdżać do mnie na nauczanie indywidualne. Pisać tony papierków. No i straszyć mnie tym, że mnie wyrzucą.
A ja miałam to w dupie i symuluję chorobę, po to, żeby nie chodzić do szkoły. Poza tym nakręcam i oszukuję własną matkę, która musi latać do szkoły i przynosić zaświadczenia od lekarza i psychologa (autentyczne streszczenie tego, co usłyszałam od nauczycielki).
Okropna ze mnie niewdzięcznica, co? Poza tym nadal 90% personelu szkoły nie wie, czym jest depresja, nie dociera także do nich że jestem tak samo chora, jak ktoś, kto ma wieńcówkę. Wszyscy są zmęczeni, łącznie z moją terapeutką, która musi pisać im kilkustronicowe informacje o moim stanie zdrowia (po godzinach!). Z których oni i tak nic nie wynoszą.
Akt VI Ostatnia próba
Zawaliłam trzecią klasę i byłam zdeterminowana zrobić im na złość i podejść do tej matury choćby za dwa lata. Nadal nie rozumieją. Nie należy mi się nauczanie indywidualne, nie należy mi się nic, ale ja muszę wszystko. Co obejmuje także chodzenie do szkoły z gorączką, kaszlem i katarem i L4 od lekarza, którego lekarz nie może wypisać na rzecz szkoły.
Doszłam do wniosku, że...
Akt VII Oni są bardziej chorzy niż ja!
Pękłam, machnęłam ręką na moje wymarzone liceum i przeniosłam się obok, na zaoczne. Zdałąm maturę, całkiem przyzwoicie. Żyję i mam się dobrze, ale...
Akt VIII Stęskniłaś się za mną?
Moja przyjaciółka wróciła, kiedy próbowałam pogodzić pracę i studia, z marnym efektem. Wróciłam do leków, wróciłam do domu. Po krótkim czasie odstawiłam tabletki na rzecz jebitnie słodkiej, czarnej kawy na SORze. Zapomniałam, że mi cokolwiek było, a potem poznałam Pawła. (dupne zakończenie, wiem...)
Nie znaczy to, że jestem teraz szczęśliwym człowiekiem, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Utkwiłam w punkcie w którym zastąpiłam moje stracone lata plamą po gorzkim winie. Spaliłam dokumentację. Tylko czasami pojawia się jakiś cień, który idzie za mną i szepce że wszyscy dookoła mnie nienawidzą i jestem irytująca dla innych ludzi. Wiec sorry, jeśli chcesz mnie polubić to i tak do mnie to nie dociera. Czasami czuję się, jakbym miała gdzieś na ciele tatuaż, którego nienawidzę i którego wstydzę się pokazywać. Kod F41.2 wymazany gdzieś grubą kreską.
Przykre jest to, jakie stereotypy krążą na temat zaburzeń depresyjnych i zaburzeń psychicznych w ogóle, nawet w środowiskach pedagogicznych i medycznych. Nie wiem, co może myśleć zdrowy człowiek na ten temat, bo moje myślenie jest diametralnie inne. Ale spotykając się z opinią, że komuś przewraca się w dupie z nudów i ma się wziąć do pracy, zbieram swój opadły biust z podłogi. Serio. Lecząc zaburzenie psychiczne pracą to tak, jak leczyć ból głowy waleniem nią o ścianę. Niby coś robisz, bo ktoś ci każe, ale nie chcesz tego robić, bo jest jeszcze gorzej. Depresja nie bierze się z nudów, złego otoczenia, picia (no ok, z picia czasami może, ale to już inny temat), palenia, ateizmu, księżyca.W powstawaniu tego typu zaburzeń biorą udział procesy metaboliczne (laicy - Wiki wita!), zaburzone jest przewodzenie impulsów nerwowych w ludzkim mózgu. I na to nie pomaga herbata i zabranie się za naukę (sorry Mamo). Czujesz się jak zbędny element całego popieprzonego świata. Nie umiesz wstać rano, nie umiesz myśleć (ja miałam straszne zaburzenia koncentracji). Nie chce ci się chcieć czegokolwiek. Mógłbyś wygrać milion, albo nawet kilka i tak by cię to nie uradowało. Byłam zmęczona tłumaczeniem wszystkim dookoła, co się ze mną dzieje (mieli miny, jakbym im tłumaczyła budowę statku kosmicznego), bo i tak wszystko, co robiłam, robiłam specjalnie, bo jestem leniem. Co dziwne, nie dałam nikomu wpierdolu, nawet kiedy panienka z klasy zrobiła publiczny wiec, bo "mam specjalne względy u nauczycieli" (do wiadomości - podobno odbyła się jakaś pogadanka na mój temat na lekcji wychowawczej, kiedy ja sprawdzałam w internecie dawki toksyczne leków, które miałam w domu, więc "zostali oświeceni").
No nie, nie wiem skąd to się wzięło. I nie, nie wiem czy wróci.
Ale tak wygląda moja historia, jak myślę - od początku. I może komuś to się przyda. Może komuś uświadomi, jak krzywdzący jest polski system edukacji, szczególnie w szkołach z "dobrą" opinią, które dbają o statystyki. Może...
Apeluję do rodziców - zwracajcie uwagę na to, co mówi Wam Wasze dziecko. I na Boga i wszystkich świętych, reagujcie na takie sytuacje! Robienie z kogoś kozła ofiarnego bez powodu naprawdę nie jest normalne i wasze dziecko NIE PORADZI sobie z tym samo (chyba że tak dobrze zna sztuki walki i zacznie siać postrach). A i czasami rozmowa z wychowawcą nie pomaga. Ja straciłam zaufanie do ludzi, przez jakiś czas miałam fobię społeczną i poproszenie pani sklepowej o chleb krojony mnie przerastało, już nie przypominam o zaległościach (matematyka i chemia nadal mnie nienawidzą) i słabej kondycji fizycznej. Mój koszmar ciągnął się przez 8 lat, a 8 lat czucia się gorszą, tylko dlatego, że jestem sobą to o 8 lat za dużo.
Jakże mogę podsumować?
Jak tylko zobaczę i usłyszę, że ktoś wygłasza swoją pieprzoną opinię o chorobie, której nie przechodził i nie ma o niej pojęcia i będzie komuś proponować terapię typu wzięcie się w garść, to przysięgam, dostanie wpierdol.
P.S. Teraz to wyjdzie, że jestem niezrównoważona i agresywna. Pakuję się do tego psychiatryka, co mi tam.
P.S 2. Jak zobaczę że nikt nie reaguje na to, że dziecku się dzieje krzywda w klasie, to też wszyscy ignoranci mają wpierdol.
P. S 3. Ogółem to źli ludzie mają wpierdol.
P. S 4. Kupię mieszkanie na V os. w dobrym stanie. Jak ktoś coś, to dać cynka. Tylko poważne oferty!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz