piątek, 5 października 2012

o14. Cingciungniungtatungakamkam opa gangnam stajl!

Po świetlistym czasie "Nosa nosa..." mamy nowy hit.
Jest tak świetny, że nie da się go przerobić na misheard, nad czym boleję. Jest też tak świetny, że nikt nic z niego nie rozumie. "Nosa..." miało fabułę : poszedł na imprezkę, spotkał laskę, chciał ją złapać, ale nie mógł. A "Gangnam Style" ma...cóż, ma "Gangnam Style". I nic poza tym. I do tego powtórzone tyle razy, że mój mózg robi się breją. To już wolałam Gotye bolejącego nad tym, że kogoś znał i już nie zna, czy Telo, chcącego złapać laskę.
Cholera, może to się wkręca. Cholera, może przy tym się można bawić w klubie.
Ale dlaczego tego słuchać?!
Dobra. Słuchanie, słuchaniem. Ale widzenie w tym jakiejś wartości to już przesada.
Nie chciałabym się obudzić któregoś dnia i stwierdzić, że jakiś Azjata w śmiesznych okularkach pożarł doszczętnie Chopina, Mozarta, czy choćby Epicę, czy cokolwiek innego!
1sze miejsce na liśćie Jutuba. To już gość od amelinium jest bardziej sensowny! Przynajmniej wiemy jak malować traktor, ludzie!
Czuję się tak zgorszona jakby mi ktoś podał spaghetti bolognese z niedogotowanym makaronem i bez mięsa.
Czy Jutube nie miało przypadkiem służyć promowaniu ludzi o większych aparycjach niż Psy, Telo, albo  Tacabro (ten od jakże mądrego i posiadającego przesłanie hitu "Tacata").
Z żałości pójdę na jakiś kierunek techniczny i zostanę żeńską wersją Jigsaw'a.