środa, 10 października 2012

o15. Tak mi smutno, tak mi źle, jak cię nie ma na FB!

Dzisiaj będzie na temat, który wkurza mnie już dosyć długo.
Hejterzy Facebooka.
Znaaaacie. Nie mówcie, że nie.
"Fejs to pożeracz czasu, nie masz tylu znajomych w realu, żyjesz w świecie, którego nie ma, bla bla bla"
Wiecie co? Wypchajcie się.
Jestem biedna, moi znajomi są biedni, nie stać nas na rozmowy i SMS'y, mamy do siebie daleko, to co, mamy olać fejsa i tym samym siebie nawzajem, bo nie możemy się spotkać w realu ani pogadać przez telefon?! Do k***y nędzy, zastanówcie się.
Przepraszam za użycie tego strasznego czasownika jakim jest "zastanowić się". Wiem, zgorszyłam Was.
Nie zabraniam nikomu żyć bez fejsa, czy w jakikolwiek inny sposób. Ale do cholery, nie róbcie z tego religii i nie pukajcie do drzwi mojego rozumu jak Świadkowie Jehowy!
Eeee...A może to działa w inny sposób, hę? Odeszli od fejsa, a teraz szukają znajomych w realu i mają z tym problem, więc zmuszają innych do robienia tego samego?
Sam Pan Bóg raczy wiedzieć, o co tym ludziom chodzi. Bo nie wierzę, że oni chcą poprawić mój byt, bo świat jest na to za chamski. Facebooka chcą zniszczyć? Ludzi wkurzać? Gospodarkę zawalić?
Nie wiem.
Sprawa numer dwa.
Lubienie swojego statusu. Cholera, jak coś lubię, to będę to lubiła. Opublikuję sobie cytat z ulubionej książki, to co w tym złego, że lubię? Jak bym nie lubiła to bym nie publikowała!
Inna rzecz - sam status. Pamiętacie jeszcze czasu Gadu - Gadu? Tam też było coś takiego jak STATUS i można było sobie w tym STATUSIE napisać "Smutno mi, średnik nawias" i jakoś nikt się do tego nie przywalał, więc dlaczego teraz w STATUSIE  na fejsie nie mogę sobie napisać "Mam zły dzień, wszystko jest do kitu", bo zaraz dostanę komentarz "Wzruszyła mnie twoja historia", albo "To bardzo ciekawe!". Tak się czuję, więc tak sobie ustawiam, tak mi się podoba i już. Bo może potrzebuję jakiejś pociechy od kogoś życzliwego, a nie głupich komentarzy? Albo potrzebuję spokoju? Albo mam potrzebę powiedzenia całemu światu, że mam zły humor?! Albo cokolwiek?!
Ludzie. Apeluję do waszych piątych klepek. Uruchomcie je, przydają się. Naprawdę. Może macie do tego jakiś guziczek (może akurat w innej części ciała niż głowa), albo jak walniecie głową w coś to się włączy, albo może poproście (lub nie prośbie, może sam się nawinie) kogo, niech Wam przywali. Ale włączcie myślenie. Logiczne, nie jakieś takie nijakie. Będę wdzięczna. A i jeszcze jedno...
Jak macie się wpierdalać to w swoje życie.
Dziękuję, dobranoc.