niedziela, 3 maja 2015

o26. Przypomniałam sobie...

...że mam bloga. Przy tej okazji przypomniałam sobie też, że lubię pisać w sumie.
Taak.
Wpadłam w wir studiów, targania walizek i zamrożonych kotletów, pracy i innych dupereli, które rzekomo mają mi ulepszyć życie. Z tego wszystkiego zapomniałam kim byłam jeszcze kilka miesięcy temu. Zrobiłam sobie dzisiaj spacerek po mieście, stwierdzając, że w sumie nic się nie zmieniło i zawsze, kiedy wracam do Konina stwierdzam to samo. Stare śmiecie. Wracam do Poznania i nagle wszystko się zmienia od ostatniego razu, nawet zapach powietrza. I nie mam pojęcia, dlaczego nie dostrzegam zmian na starych śmieciach. Rutyna?
Czuliście się kiedyś zmęczeni? Ale nie tak jak po Chodakowskiej, że leżycie na podłodze i pot z was ścieka. Leżycie na łóżku, za oknem piękna pogoda, tyle rzeczy do nauczenia, filmów do obejrzenia, książek, na spacer można z pieskiem iść. Ale nie. Bo nawet palca nie chce się podnieść. Ja stwierdziłam, że lepiej tego lenia przespać, ale nie mogłam za Chiny zasnąć. Takie niechciejstwo do życia w ogóle. Być może mój mózg stwierdził, że nie mogę nic zrobić dobrze, więc lepiej tak leżeć.
Próbując sobie ulepszyć życie w sumie utrudniłam je na maxa. Teraz próbuję to ogarnąć.

Dżizas, nie o tym chciałam pisać.Ale mam chyba za ciężki dzień na napisanie optymistycznego posta. Przysięgam, że będę pisać przydatniejsze posty. Zdjęcia porobię jakieś. Fajne. I będę pamiętać, że mam bloga. I zmienię grafikę.
Będzie fajnie, naprawdę.