poniedziałek, 23 lipca 2012

o10. Co idiotki robią nocą?

Co tam jakieś króliczki Playboy'a. Co tam żony zdradzające mężów. Co tam prostytutki. Co tam imprezowiczki.
Prawdziwie ciekawe jest moje nocne życie.
Chciałam być eko i w ogóle oszczędna, to sobie zgasiłam żarówkę czerpiąc światło z nowo zdobytej świeczki. Która była do... i co chwilę gasła. Pomajtałam trochę, rozlałam wosk po ściankach i głab za zapałki. W kulminacyjnym momencie, kiedy zapałka dosięgała knota, świecy zachciało się tendencji spadkowej i wspomagana siłą grawitacji rąbnęła na biurko, wychodząc z tego wypadku z rysą na szkle. Na biurku leży sobie zamknięty laptop, stos bibelotów, za laptopem monitor od Dziadka Henia (tak nazywamy nasz domowy stacjonarny). Wszystko wyglądało cholernie artystycznie i abstrakcyjnie i chętnie bym to zostawiła (pomijając moje spodnie) ale Mama nie lubi sztuki nowoczesnej, a Tata sprzętu, który nie wygląda jak nowy (szczególnie, jeśli za niego zapłacił). Bo w końcu najbardziej ucierpiał laptop.
I co robić?
Zapadła cisza, mącona jedynie chrapaniem Taty w pokoju obok (jak Mama może spać z kimś takim? Poza tym gada i kopie!).
Podziękowałam wtedy opatrzności za moją plastyczkę, która nam kiedyś powiedziała, jak usunąć plamy z wosku.
Widzieliście kiedyś dziewczynę, która prasuje laptopa przez chusteczkę higieniczną? Widok godny filmu na Jutube.
Co jeszcze robię w nocy? Słucham Kaczmarskiego (nie wiem po jaką cholerę), piję mineralną z butelki po Desperadosie, szukam zgubionych rzeczy i produkuję się, bo wtedy mam najlepszą wenę.
Ach i czasami jeszcze oglądam po raz milionowy ostatnią scenę z "Titanica" i ryczę, że skończyłam 18lat, nie płynęłam po Atlantyku i nie spotkałam faceta z którym chciałam być na całe życie, a który zamarzł i nie będę miała takiej fantastycznej śmierci.
W następnej notce coś konstruktywnego, obiecuję.
Dobranoc i niech się Wam przyśni coś lepszego, niż mi...Może Isla Bonita?