Wyobrażacie sobie, jaką tragedią jest koniec gazu podczas gotowania obiadu? Wielką. Wczoraj wobec tej tragedii zostałam wysłana do piwnicy po kuchenkę elektryczną, z zapewnieniem, że jest na wierzchu. Okazało się, że nie ma jej nigdzie, ani na wierzchu, ani pod spodem i nadal się zastanawiam co Ocieć z nią u licha, zrobił... Szukając kuchenki natrafiłam na reklamówkę z dziwną zawartością. Jakieś papierzyska, papierzyska...I - o zgrozo - książka Bystrzyckiej! Mój wewnętrzny mól książkowy zadrżał w trwodze na takie traktowanie książek, głabnęłam więc torbę i poszłam do domu. Powitana wiwatami mamy, zakończyłam brutalnie jej radość, uświadamiając krótko, że reklamówka zawiera książkę i jakieś listy. Listy okazały się listami Mamci do Oćca w wojsku, oraz odwrotnie, a także innych osób, także do Oćca w wojsku. Mamcia mieszkała wtedy na XX-lecia PRL (później przemianowanego na Wyszyńskiego, którym jest do dzisiaj), a Ocieć miał jakiś porąbany adres w jednostce w Legnicy. Ku radości Mamci znalazły się także listy od jej koleżanki z Nowej Huty, ale to inny temat jest.
Prośbami i groźbami zdobyłam listy Mamci i mnożąc ich treść przez objętość stwierdzam, że chyba naprawdę musiała kochać Oćca, bo żadna dziewczyna w klasie maturalnej nie pisze listów w takich ilościach. Upstrzone serduszkami, rysunkami, wierszykami, żartami, a nawet i niekiedy krzyżówką, stanowiące świetną lekturę leżały sobie latami przy silniku od pralki! Jednak wyperswadowanie Mamci wydanie tych listów od niej to Oćca i vice versa zaskutkowało popukaniem się w łepetynkę i pytaniem czy ja zgłupiałam! Nikt nie docenia moich ambicji krytyka literackiego. Samych listów Mamci jest 40, a w odwrotną stronę będzie jeszcze więcej.
Czeka mnie sporo lektury. A "Przedwiośnie" się kurzy.
Zdążę. Skoro oni zdążyli się hajtnąć, zanim znowu któreś się rozmyśliło to ja zdążę przeczytać "Przedwiośnie do wtorku" ;)