Taki sobie cykl z różnymi ciekawymi rzeczami.
Mam świadomość, że fotograf ze mnie żaden ;)
Odkrycia książkowo - filmowe
Zapiski młodego lekarza
Serial odkryty podczas buszowania w Bibliotece Raczyńskich. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, stąd też chętnie go zgarnęłam. Nie zniechęciła mnie nawet obecność Daniela Radcliff, którego mój mózg ściśle zaszufladkował na rzecz Hogwartu. Krótkie odcinki, czarny humor i dużo flaków <3. Serial opowiada o świeżym lekarzu, który po wzorowym ukończeniu studiów zostaje wysłany w miejsce, gdzie psy tyłkiem szczekają, a jego oczekiwania co do zawodu miażdży okropna rzeczywistość. Polecam każdemu, kto ma specyficzny humor ;)
Marzenia Joy
Właściwie nie o tej książce chciałabym pisać, ale o jej poprzedniczce - "Dziewczęta z Szanghaju". Sięgnęłam po nią oczarowana pierwszą w mojej karierze czytelniczej książką Lisy See, czyli "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz". Kupiona przypadkiem na wyprzedaży w Pierdonce okazała się absolutnie ekstatycznym przeżyciem dla moich oczu i zburzyła moje przekonanie o starożytnych Chinach. "Dziewczęta..." są już z zupełnie innej bajki, jednak wciągają niesamowicie. Miałam nadzieję, że ten sam klimat znajdę w "Marzeniach Joy" i jak na razie się nie zawiodłam. Genialne oderwanie od rzeczywistości i cudownie oddany klimat Wschodu z całą jego specyficznością.
Cafe Auschwitz
Kolejna zdobycz od Raczyńskich, pierwsza książka którą czytałam przez całą drogę do domu, także idąc. Perełka wśród książek o II Wojnie, choć tak naprawdę o wojnie nie jest. Autor zgłębia ludzkie charaktery, a przy tym prowadzi nas przez akcję i buduje obraz współczesnego społeczeństwa. Sporo nieznanych mi do tej pory informacji o samym obozie i fajny wątek śledczy. Tej książce nie brakuje chyba niczego.
Inne odkrycia
Planowanie czasu
Jak ja się brzydziłam planowaniem czegokolwiek! Głównie dlatego, że nigdy tego nie umiałam. Robienie planu dnia było ble, passe, bo spontanicznosć taka zajefajna! Tsa. Ale Panna Spontaniczna się wyprowadziła, została studentką i poszła do pracy. I to była dopiero apokalipsa.
Na początku szło nieźle nawet. Głównie dlatego, że pracowałam krótko i miałam blisko do miejsca pracy. Ale potem praca na drugim końcu miasta zaczęła mi zajmować nawet 12 godzin dziennie z dojazdem. Hm. A zaległości na uczelni jakoś nie chcą znikać (bo anatomia to dziwka jest, a biochemia jeszcze bardziej!).
Korzystając z chwilowej bezrobotności i multum czasu na naukę zaczęłam próbować jakoś się wyplątać z brania udziału we własnej karuzeli zaległości i zrobiłam sobie ORGANIZER. Z planem dnia i zadaniami do wykonania. Straszne bardzo.
Dzisiaj pierwszy zaplanowany dzień. Poranne plany rozpieprzyła mi pogoda. How beautifull! Ale wstałam o zaplanowanej porze, czyli średnio 3h wcześniej niż zazwyczaj. Okazuje się, że przegięłam z czasem na naukę i czas wolny i wszystko zaczęło się mieszać. Zaplanowanie czasu wolnego jest durnotą, bo w czasie przeznaczonym na czytanie słucham muzyki. Obiad o 14 też nie wypalił, bo nie byłam głodna. Reszta całkiem dobrze.
Testujemy dalej.
Poza tym dostałam hyzia na punkcie niebieskiego (znowu), co widać po nowym szablonie. Cóż, mi się podoba, przynajmniej jest wiosennie :3.