Czego nas uczą w szkole? Czytania dzieł Mickiewicza, reakcji chemicznych, ,,spik po inglisz", robienia tabeli w Wordzie i innych bzdet. I wszystko to mamy "prawie gratis". W polskich placówkach oświatowych mamy więc szeroki wachlarz możliwości rzeczy do nauczenia. Tylko dlaczego nie dają nam szansy na uczenie się siebie i innych?
Polskie szkoły ograniczają się tylko do standardów, a co najwyżej przedmiotów typu WDŻ, na których to oglądamy te wszystkie niskobudżetowe filmy o aparycji "Ukrytej Prawdy", w których jeden aktor gra ćpuna, potem dresa, a w końcu ofiarę napaści, aż się człowiekowi gotuje we łbie i wydaje mu się, że ćpun zaćpał tak, że wydawało mu się, że jest dresem, a na końcu go napadli. Filmy te pokazują nam skutki palenia, picia, czy przygodnego seksu (tak, napisałam seksu). A ja się pytam, dlaczego nikt nie uczy nas, jak mamy panować nad własnymi emocjami, żebyśmy nie musieli szukać pocieszenia z butelką/papierosem/jointem/dziwką/alfonsem u boku?! Dlaczego nikt nie uczy nas trudnego alfabetu emocji, w którym się gubimy?
Oczywiście w Polsce nie można, za to w USA - owszem. Skuteczne programy przeprowadzone już w szkołach podstawowych. Lepsze kontakty z rówieśnikami, asertywność, samokontrola, mniej agresji. Prawda, że brzmi całkiem nieźle? Może przy wczesnym stosowaniu takich programów obyłoby się bez tych głupawych filmów? Bo człowiek asertywny nie sięgnie po dragi, bo będzie umiał odmówić. Bo jak dres będzie panował nad agresją, to ktoś nie dostanie po mordzie.
Trudno to powiedzieć za nas wszystkich, młodych, gniewnych i samodzielnych, ale muszę: Sami się życia nie nauczymy. A jeśli znajdziemy się w miejscu, które uczy nas tzw" zasady twardego tyłka", to nauczą nas tak żyć, żebyśmy prędzej, czy później pasożytowali w kiciu za pieniądze podatników. Tym bardziej, że często pomocy znikąd nie chcemy, albo co gorsza - jest za późno.
Dobrze by było, żeby ktoś pomyślał. Bo na dzieciaków z podstawówki patrzy się coraz gorzej. Ja patrzę i pytam - "Narodzie, gdzież przyszłość twa?!"
Aż mi się gotuje odpowiedź. Ale chyba już dosyć nabluźniłam?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz