To znowu ja i moje problemy ze systematycznością. I nie tylko.
Mamy zimę, na termometrach chyba z 1000 na minusie i godzina 23:35, a ja czekam aż będę zasypiać na stojąco. W międzyczasie przychodzą mi do głowy dziwne pomysły typu: powinnam zacząć prowadzić vloga, bo pisanie idzie mi coraz gorzej, albo: zrobię sobie jakiś jebutny makijaż z nudów, i oczywiście ten: napiję się wódki z colą i zjem paczkę orzeszków. Kiedy nie śpię dłużej, czasami do 5, zaczynam sobie oglądać żyły i na myśl przychodzą mi szatanizmy typu “wkłuję się na zielony, zobaczymy czy się uda”, ale dochodzę do wniosku, że na pewno coś uwalę krwią i rezygnuję. Kiedy skończę inspekcję naczyń krwionośnych zdarzy mi się oglądać TV. Ostatnio o 4 leciał program o Chinach z tym gościem z...e...Bayer Full? Chyba. Tak, czy siak był tani i tandetny, ale obejrzałam go do końca, bo było o Chinach. Potem w końcu zasypiam a rano płaczę nad swoimi pomysłami. I tak w kółko. Im bardziej jestem zmęczona, tym bardziej to upośledza moje szare komórki, które po kilku godzinach snu robią wielkiego face palma do swojej własnej aktywności nocnej. Nie wiem, może nie tylko ja tak mam, może to jest jakaś tajemnicza choroba, albo rodzaj choroby psychicznej? Może i ja mam rozdwojenie jaźni, a jakże. Tylko w takim bądź układzie, która z nas ma rację?
Przed zaśnięciem zawsze trafiam na coś co wywołuje u mnie nagły i gwałtowny wzrost frustracji i dostaję chandry (bo nie depresji przecież!). Tablet, telefon, książka, fejsksiążka… Mój mózg gubi ustawienia i zaczyna wyłapywać wszystko, co tylko może mnie wkurzyć i doprowadzić do poczucia beznadziejności. Na fejsie były zaniedbane konie, w krzyżówce było coś o lekturze szkolnej, a książka kupiona na promocji miała tak cholernie zagięty róg… W desperacji próbowałam oglądać słodkie dzieciaki na jutubie (jezu, a może ja jestem niepłodna), rozwiązywać sudoku (k***a, to nigdy nie wyjdzie!), słodkie pieski (beznadzieja z tym wynajmem, nawet pieska nie mogę mieć...), stare zdjęcia (jaka ja tu byłam szczupła!), głupoty w internetach (ludzie to banda ch***w i debili, a ja muszę z nimi koegzystować...o, kucyk! Chcę kucyka!). No naprawdę, próbowałam wszystkiego, nawet uczenia się (boże, nigdy tego nie zapamiętam, czytam ten rozdział piąty raz...). I tak mi mijają noce, aż w końcu dochodzę do wniosku, że życie jest beznadziejne, znowu ciągnie mnie łopatka, za zimno mi w ręce, za ciepło w stopy i zaraz pójdę do sąsiadów z pistoletem, którego nie mam, jeśli w tej chwili nie wyłączą tego cholernego telewizora. A tak w ogóle, poszłabym na spacer i zjadła lody. A potem w końcu się kładę i obiecuję sobie, że rano wstanę wcześniej i niewyspana, zrobię sobie dobre śniadanie, pranie nastawię o 12, bo tańszy prąd, potem porządku jakieś, coś tam tego. Wstaję po wielokrotnych próbach obudzenia mnie przez moją osobistą zegarynkę (“kochanie mamy dwunastą, wstajemy już”), zmęczona, wkurzona i niezdolna do życia. Nawet do grania w Wiedźmina i czytania książek. Siedzę rozlazła i robię to, co zrobić muszę z przerwami na telewizję, fejsa i jakiś spacer i dopiero wieczorem uświadamiam sobie ile nie zrobiłam. Znowu. Źródłem mojej kurwicy macicy jest zapewne Internet, ale jak ja będę żyła bez grup na fejsuniu (animacyjna, ratownicza, dla panien młodych, uczelniana, bla bla bla). Gdzie będę oglądała wydruki EKG, Pusheena, suknie ślubne, karetki, zdjęcia lasu, zdjęcia Konina, zdjęcia idiotów, jeszcze więcej karetek, głupie komentarze, feministki, Chodakowską, memy, jeszcze więcej EKG, konie, ludzie z końmi, wesołe psy, smutne psy, jeszcze więcej Pusheena, bo Pusheen jest najlepszy… Przecież nie dam sobie rady w życiu bez tego wszystkiego (a już na pewno nie bez motywacyjnych postów Chodakowskiej, które ni chui nie działają na mój mózg).
Leze do wyra. Leze wolno, bardzo wolno, bo znowu kołdra będzie za zimna,a potem za ciepła. I może znowu nie usnę, bo trzeba będzie obejrzeć kolejny odcinek Paramedics, albo żołnierzy wracających do domu. A jak usnę to i tak się obudzę, po przyśni mi się wyjazd, którego nigdy nie było, albo że biegam w śniegu w jakichś górach, albo że moja matka oddała moje rodzeństwo do adopcji.
Więc po co w ogóle spać, skoro można poczytać program telewizyjny?!