poniedziałek, 4 maja 2015

o27. Odkrycia #1

Takie mamy zmiany, taki mamy klimat. Mi się wydaje że lepiej i że całkiem spoko :P A dzisiaj:
Taki sobie cykl z różnymi ciekawymi rzeczami. 

Mam świadomość, że fotograf ze mnie żaden ;)

Odkrycia książkowo - filmowe 


Zapiski młodego lekarza
Serial odkryty podczas buszowania w Bibliotece Raczyńskich. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, stąd też chętnie go zgarnęłam. Nie zniechęciła mnie nawet obecność Daniela Radcliff, którego mój mózg ściśle zaszufladkował na rzecz Hogwartu. Krótkie odcinki, czarny humor i dużo flaków <3. Serial opowiada o świeżym lekarzu, który po wzorowym ukończeniu studiów zostaje wysłany w miejsce, gdzie psy tyłkiem szczekają, a jego oczekiwania co do zawodu miażdży okropna rzeczywistość. Polecam każdemu, kto ma specyficzny humor ;)

Marzenia Joy
Właściwie nie o tej książce chciałabym pisać, ale o jej poprzedniczce - "Dziewczęta z Szanghaju". Sięgnęłam po nią oczarowana pierwszą w mojej karierze czytelniczej książką Lisy See, czyli "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz". Kupiona przypadkiem na wyprzedaży w Pierdonce okazała się absolutnie ekstatycznym przeżyciem dla moich oczu i zburzyła moje przekonanie o starożytnych Chinach. "Dziewczęta..." są już z zupełnie innej bajki, jednak wciągają niesamowicie. Miałam nadzieję, że ten sam klimat znajdę w "Marzeniach Joy" i jak na razie się nie zawiodłam. Genialne oderwanie od rzeczywistości i cudownie oddany klimat Wschodu z całą jego specyficznością.

Cafe Auschwitz
Kolejna zdobycz od Raczyńskich, pierwsza książka którą czytałam przez całą drogę do domu, także idąc. Perełka wśród książek o II Wojnie, choć tak naprawdę o wojnie nie jest. Autor zgłębia ludzkie charaktery, a przy tym prowadzi nas przez akcję i buduje obraz współczesnego społeczeństwa. Sporo nieznanych mi do tej pory informacji o samym obozie i fajny wątek śledczy. Tej książce nie brakuje chyba niczego. 


Inne odkrycia

Planowanie czasu
Jak ja się brzydziłam planowaniem czegokolwiek! Głównie dlatego, że nigdy tego nie umiałam. Robienie planu dnia było ble, passe, bo spontanicznosć taka zajefajna! Tsa. Ale Panna Spontaniczna się wyprowadziła, została studentką i poszła do pracy. I to była dopiero apokalipsa. 
Na początku szło nieźle nawet. Głównie dlatego, że pracowałam krótko i miałam blisko do miejsca pracy. Ale potem praca na drugim końcu miasta zaczęła mi zajmować nawet 12 godzin dziennie z dojazdem. Hm. A zaległości na uczelni jakoś nie chcą znikać (bo anatomia to dziwka jest, a biochemia jeszcze bardziej!). 
Korzystając z chwilowej bezrobotności i multum czasu na naukę zaczęłam próbować jakoś się wyplątać z brania udziału we własnej karuzeli zaległości i zrobiłam sobie ORGANIZER. Z planem dnia i zadaniami do wykonania. Straszne bardzo. 
Dzisiaj pierwszy zaplanowany dzień. Poranne plany rozpieprzyła mi pogoda. How beautifull! Ale wstałam o zaplanowanej porze, czyli średnio 3h wcześniej niż zazwyczaj. Okazuje się, że przegięłam z czasem na naukę i czas wolny i wszystko zaczęło się mieszać. Zaplanowanie czasu wolnego jest durnotą, bo w czasie przeznaczonym na czytanie słucham muzyki. Obiad o 14 też nie wypalił, bo nie byłam głodna. Reszta całkiem dobrze. 
Testujemy dalej.

Poza tym dostałam hyzia na punkcie niebieskiego (znowu), co widać po nowym szablonie. Cóż, mi się podoba, przynajmniej jest wiosennie :3. 

niedziela, 3 maja 2015

o26. Przypomniałam sobie...

...że mam bloga. Przy tej okazji przypomniałam sobie też, że lubię pisać w sumie.
Taak.
Wpadłam w wir studiów, targania walizek i zamrożonych kotletów, pracy i innych dupereli, które rzekomo mają mi ulepszyć życie. Z tego wszystkiego zapomniałam kim byłam jeszcze kilka miesięcy temu. Zrobiłam sobie dzisiaj spacerek po mieście, stwierdzając, że w sumie nic się nie zmieniło i zawsze, kiedy wracam do Konina stwierdzam to samo. Stare śmiecie. Wracam do Poznania i nagle wszystko się zmienia od ostatniego razu, nawet zapach powietrza. I nie mam pojęcia, dlaczego nie dostrzegam zmian na starych śmieciach. Rutyna?
Czuliście się kiedyś zmęczeni? Ale nie tak jak po Chodakowskiej, że leżycie na podłodze i pot z was ścieka. Leżycie na łóżku, za oknem piękna pogoda, tyle rzeczy do nauczenia, filmów do obejrzenia, książek, na spacer można z pieskiem iść. Ale nie. Bo nawet palca nie chce się podnieść. Ja stwierdziłam, że lepiej tego lenia przespać, ale nie mogłam za Chiny zasnąć. Takie niechciejstwo do życia w ogóle. Być może mój mózg stwierdził, że nie mogę nic zrobić dobrze, więc lepiej tak leżeć.
Próbując sobie ulepszyć życie w sumie utrudniłam je na maxa. Teraz próbuję to ogarnąć.

Dżizas, nie o tym chciałam pisać.Ale mam chyba za ciężki dzień na napisanie optymistycznego posta. Przysięgam, że będę pisać przydatniejsze posty. Zdjęcia porobię jakieś. Fajne. I będę pamiętać, że mam bloga. I zmienię grafikę.
Będzie fajnie, naprawdę.