niedziela, 1 grudnia 2013

o23. I become so numb...

Nastroiłam gitarę bez pomocy tunera, po ponad roku. Tytuł hardkora miesiąca ląduje do...
Podobno już tylko 23 dni do tych świąt jakiś, co to cała rodzina w zawrotnej liczbie osób pięć plus zwierzę spotyka się u mnie co by jeść, gadać o biznesie Mamencji i oglądać 42 calowe TV. Od myślenia na ten temat robi mi się ckliwie już od przeszło pół roku. Także, albo się udam na miasto, w poszukiwaniu fajnego miejsca dla niespodziewanego gościa, albo się zażrę na śmierć barszczem i karpiem. Cóż, warte uwagi jest to, że ja w Wigilię nie przybieram ani kilograma, tylko chudnę. Interesujące. No, ale. Tak sobie pomyślałam, że skoro Święta i skoro już rok temu pisałam o marketingu to może w tym roku sobie odpuszczę komentowanie reklamy Coca - Coli, a zajmę się czymś normalniejszym. Pytanie na ten nowy miesiąc:
Dlaczego jesteśmy wobec siebie tacy obojętni?
Czasami sobie myślę, że właściwie w czasach, w których żyjemy, strach wyjść na ulicę. Dostaniesz zawału w sobotni wieczór idąc z baru, gdzie strzeliłeś sobie jedno absolutnie jedno małe piwo i nikt nie pofatyguje się, żeby sprawdzić, co właściwie Ci jest, bo wonie od ciebie alkoholem. I właściwie to wszyscy o tym mówią, absolutnie wszyscy, ale jak przychodzi co do czego to i tak każdy ma drugiego człowieka głęboko w czterech literach. Kurczę, przecież nawet jak ten leżący pijany jak belka i tylko upojenie alkoholowe mu dolega, to czy on sobie każe zapłacić za to, że się do niego podeszło i sprawdziło, czy dycha i jest w jednym kawałku? A może degeneracja jest zaraźliwa i boimy się, że to może przejść na nas? No ludzie, bądźmy trochę bardziej ogarnięci!
A przecież to nie są jedyne sytuacje, które na pochwałę nie zasługują. To dzisiejsze społeczeństwo po prostu jest jakieś dziwne. Weźmy multum sytuacji autobusowych: babcie, których torby muszą siedzieć obok nich, ludzi którzy nie umieją ruszyć tyłka i ustąpić miejsca, chamskich kierowców, którzy zamykają drzwi przed nosem, nie chcą sprzedać biletu mimo, że automat nie działa, nie używają wszelkich udogodnień, kiedy wsiada osoba na wózku, albo matka z wózkiem i oczywiście nie mniej chamscy pasażerowie, którzy bluzgają kierowcę za to, że nie ma rozmienić dwóch dych i nie mają jak kupić biletu. A to tylko autobusy. Pominę najsłynniejsze patologie takie jak Katarzyna Wu, Chytra Baba z Radomia, Polski Kler, Cyg...Społeczność Romska, Mistrzowie Parkowania, Policjanci , Politycy i wiele, wiele innych.
Ciężko się dzisiaj żyje. Wina Tuska?


środa, 13 listopada 2013

Dorosłe dzieci, czy dorośli?

Dzisiaj moje przemyślenia o byciu dorosłym, w różnym znaczeniu. Będzie też o koniach, a raczej o celach życiowych i charakterze, pod płaszczykiem koni ;).
Dlaczego właściwie dzisiaj taki temat? Zainspirowała mnie do tego pewna historia z "naszej" stajni.
Kiedy mam wolne (a ostatnio wolne mam praktycznie zawsze ;)) przesiaduję na Kleczewskiej i pomagam przy koniach dla przyjemności, własnego pożytku i ze zwyczajnej uprzejmości. Kiedy nie ma nic do roboty, obserwuję. Różne rzeczy widzę, ale to, co zobaczyłam ostatnio mnie nieco zszokowało. Na lekcje przyszły dwie dziewczynki w wieku - bo ja wiem - nie wyższym niż 8 lat. Znam je z widzenia, bo przychodzą w ten sam dzień, każdego tygodnia. Jedna z klaczy, która była zwykle brana na tą godzinę jest chora, więc instruktor była zmuszoną wziąć inną, nieco szaloną, ale to i tak był najlepszy wybór. Mimo, że przez jakiś czas wszystko przebiegało sprawnie, w pewnym momencie kobyłka się spłoszyła i mała poleciała z niej, odbiła się od słomy i wylądowała...prosto pod koniem. Ciemna przeleciała po niej, wszystko razem wyglądało masakrycznie. Tato przerażony, mała przerażona, ja też nieźle nabuzowana. Mało upadków widziałam, takie tylko na filmach. Usłyszałam, że mam iść po toczek i wsiąść na kobyłę. Do strachliwych nie należę, polazłam do siodlarni. Mała się pozbierała, ale własną łydkę razem ze sztylpą bym dała, że nie już więcej nie wsiądzie. Wchodzę do hali i kopara opadła - mała nie tylko ogarnięta na tyle, że jakoś się rusza i nic sobie nie połamała, to jeszcze co - siedzi! Jak dla mnie oczywiste, że zaraz po upadku, jeśli jesteś w stanie - wsiadasz, ale dzieciak w jej wieku rzadko kiedy ma taki charakterek.
Do czego piję. Podobała mi się postawa ojca - mała chciała wsiąść, pozwolił. Gdyby tylko w promieniu kilometra był sklep kupiłabym ojcu setkę i małej czekoladę, niestety do najbliższego godzina drogi. A gdyby było odwrotnie? Gdyby mała chciała wsiąść, ale nie dostałaby zgody? Ogromnie bym współczuła. Gdybym ja była w takiej sytuacji, przez resztę życia nie dopuściliby mnie nawet na metr od konia, chociażby to była nawet falabella*. Bo ja mam nadopiekuńczych rodziców.
Po ostatniej rozmowie z mamą po tym jak wyleciałam z siodła, stwierdziłam, że nie będę informować o żadnym przyszłym upadku. Moja rodzicielka najchętniej zabroniłaby mi, instruktorowi, a nawet koniowi galopować, nawet kłusować. Stwierdziła, że nie szanuję zdrowia (wat?). A co z moim zdrowiem psychicznym? Ale...
No właśnie plusem jest to, że mimo, że to ona płaci za moje lekcje i tak nie może mi nic zrobić. Nie może "z buta wjechać" na halę, zdjąć mnie z konia i zabrać do domu, bo mam 19 lat. A że sobie czasami pomarudzi, bo nie kuma klimatów? Z drugiej strony jak ktoś może "czuć" jeździeckie klimaty, skoro nigdy nie podszedł do konia nawet do zasięgu pyska a jego życiową i największą pasją są robótki ręczne? Nie dogadamy się.
Druga strona medalu? Usłyszałam ostatnio od bliskiej, młodszej przyjaciółki, że mam fajnie, że rodzice nie mają już takiej kontroli nade mną. Fajnie, ale...Gdzie kończy się kontrola tam zaczynają się wymagania. Nie mogą mnie kontrolować, będą biadolić. Że mam uważać na tym koniu, czemu się nie uczę, po obiedzie nie pomyte, brudny kubek na biurku, śpisz cały dzień, z psem wyjdź rano...
Coraz częściej mówią mi per "pani", a ja nadal czuję się, jakbym miała 15 lat. Wszystkie sprawy muszę załatwiać sama, bo to głupio wlec "ogon". I co z tego, że mam ten dowód?
I tylko czasami się zastanawiam co bym wolała poświęcić - nie iść na nocną imprezę, czy nie musieć słuchać biadolenia, że mam prawie 20 lat i jestem stara dupa, a taka nieodpowiedzialna bałaganiara...
A propo's - Czy porządek świadczy o dorosłości?    

*falabella - rasa miniaturowych koników do 75cm wzrostu w kłębie, nadaje się do ciągnięcia małych powozików, ujeżdżania przez malutkie dzieci, głównie jednak jest to rasa do towarzystwa.

środa, 6 listopada 2013

o20. Wow. Uszanowanko. + o Dżizasie, dziwnym facecie i sztuce.

Po jakże długiej nieobecności, witam bardzo serdecznie wszystkich...
Po długiej nieobecności, witam...
Nieważne. Wróciłam z nadzieją, że ktoś będzie chciał czytać moje wypociny (czytaj: tak mi się nudzi, że zaraz meble sobie nowe wystrugam). Przyczyną mojej nudy jest fakt, że uciekłam do liceum zaocznego (tak, uciekłam, nie przeniosłam się), a wszyscy ludzie, albo mnie nie lubią, albo są daleko, albo są zajęci. Tak więc będę sobie skrobać dla zabicia czasu, w którym nie próbuję się uczyć o Platonie, komórkach i innych pierwiastkach.
Wszystko mi się obróciło o 360 stopni i jeszcze tego nie ogarnęłam. Zastanawiam się czasem, czy takie zmiany są dobre.
Koniec pieprzenia o niczym.
Oglądałam dzisiaj TV (sama się dziwię), a konkretniej wiadomości na kanale, który rządzi większością polskich lemingów. Zaabsorbował mnie reportaż o filmie, który zaprezentowano w jakiejś galerii, gdzieś w Polsce, a przeciw któremu żwawo protestują już Mohereczki. Film przedstawia osobnika płci męskiej, który robi jakieś dziwne rzeczy z krzyżem i Jezusem, oczywiście do krzyża przybitym. Tu coś tam całuje, tam coś dotyka, generalnie cholera wie, czy pedał, czy gorliwy katolik, albo co innego jeszcze. Moherki protestują, no bo jak to to? To sztuka ma być?! Sztuka musi mieć granice! A już mi z tym!
Jak dla mnie - sztuka to jest rzecz, o której się nie powinno dyskutować, a już na pewno nie powinny robić tego Mohery, bo dla nich sztuką jest wizerunek Matki Boskiej na ołtarzu (fuck...) i innej sztuki nie kojarzą (no może wyjątki jakieś są, ale nie wchodzę aż tak głęboko w tą społeczność). Bo im przeszkadza, że się ich uczucia religijne obraża. Coś mi się nie wydaje, żeby ten film cokolwiek obrażał, tym bardziej, że twórcą jest (podobno) gorliwy katolik. Owszem, prawo do protestu mają, niech sobie stoją i marzną, ale jak ja pójdę protestować, bo mi się przedstawienie Boga Ojca na ołtarzu nie spodoba, to mnie wywalą z hukiem. Taki to nasz świat sprawiedliwy... A mówili: Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe!