czwartek, 20 grudnia 2012

o19. Na dobre i na sukces, czyli tasiemce.

Jutro koniec świata, spamerzy spamują, hejterzy hejtują spamujących spamerów, a inni hejterzy hejtują hejterów hejtujących spamujących spamerów. Chyba przesadziłam z tym syropkiem, ale co tam, przynajmniej nie kaszlę :P.
A ja będę dzisiaj hejtować seriale.
Od jakiegoś czasu niezbyt widuję coś takiego, jak telewizor, bo mam niestrawność po jedzeniu tej papki, którą się tam podaje, więc staram się tego nie tykać. Co jest ciężkie, biorąc pod uwagę to, że w drugim pokoju TV napieprza 24/7 i będzie napieprzać nawet po końcu świata. I w kółko rzucają mi się w oczy księża popierdzielający na rowerze, śmiejący się Kacper Boski, jakaś babka zawijająca w szpilkach po górach, obsługa hotelu 52 (WTF? Skąd oni wytrzasnęli tą nazwę?!), oraz całe stado lekarzy i innego personelu medycznego. A no i owczarek niemiecki skaczący przez okna. Już o tych dziwnych ludziach z ulicy Wspólnej, czy tam innej to nie wspomnę. Codziennie poznaję "Ukrytą prawdę" i pytam siebie "Dlaczego ja", po czym stwierdzam, że to są zbyt "Trudne sprawy" i na pocieszenie czytam "Pamiętniki z wakacji". Bo w drugim pokoju telewizor jest jedyną poznaną przez zamieszkany lud rozrywką i nadaje wszystko, jak leci. Ale to inny temat.
Co jest fajnego/rozwijającego/przyjemnego/dobrego w oglądaniu tasiemców?
Ja też nie wiem.
Pokazują nam ludzi jeżdżących CODZIENNIE taksówką do pracy ("Rodzinka.pl"-Natalia Boska), na wyraz inteligentne zwierzęta ("Komisarz Alex"), miasta w których przestępczość przekroczyła nawet amerykańskie rekordy ("Ojciec Mateusz"), ludzi umierających w dziwnych okolicznościach ("M jak miłosć"), poginających po chacie w wyjściowych buciorach, budzących się w pełnej tapecie na buźce (y...wszędzie i wszyscy). Poza tym jeśli mówimy o serialach typu "Rodzinka.pl", czy jej starsza siostra - "Rodzina zastępcza", to czy ci ludzie nie są jakby nadmiernie szczęśliwi i bogaci? Nawet nie wspominam o tym jakże popularnym serialu gdzie wszyscy byli już w związkach ze wszystkimi. A już najbardziej lubię w tasiemcach mijający czas. W ciągu pięciu odcinków rodzi się multum dzieci i co najmniej trzech bohaterów umiera, albo wyjeżdża za granicę. Po roku nieoglądania trafiłam na swój niegdyś ulubiony serial i spytałam na głos "Gdzie są ci ludzie? I od kiedy Leśna Góra wygląda...tak?! A ci wszyscy to kto?". Największy w historii przewrót majowy. "Na dobre i na złe" ma dziwnych reżyserów. Jak po pięciu latach rzucił mi się na oczy "Klan" to nadal był Rysiu, ten cały pan doktor z żoną i jego dziwny kolega "wrzeczysamej", oraz jego żona "absolutnie!" no i ta moja ulubiona kobitka od "omatkoty...!". Nie rozumiem tego, ale zostawmy ten wątek.
Super są seriale paradokumentalne. Jedna kobieta gra córkę i żonę, są intrygi, jest akcja, oj dzieje się, dzieje! Ta romantyczna miłość Dariusza i Karoliny, ten straszny przypadek pomylenia sedesu z bidetem, jakiś wampir, no i spektakularna Beata i jej mięsny jeż. Po co u licha ludzie to oglądają?
Zostawiam Was z pytaniem na ustach i idę prasować obrus, co by było na czym jeść na wigilii klasowej.

środa, 19 grudnia 2012

o18. All I want for Christmas is spokój...

Na serio, taki porządny święty spokój.
Miała być choinka. Nie ma. Miała być jemioła. Nie ma i chyba nie będzie. Miał być śnieg. Nie ma. Miałam schudnąć. Przytyłam. Miało być fajnie i rewelacyjnie. A jest, w dupę jeża, źle.
A na to wszystko chodzę zasmarkana i mam problem natury społecznej.
A święta w poniedziałek. Piątkowa apokalipsa to podobno bujda na resorach, więc nie ma na co liczyć.
Chciałabym być o jakieś 12 lat młodsza i żeby moim jedynym problemem było to, gdzie rodzice schowali prezenty i czy karp w tym roku będzie dobry i mało ościsty.
A teraz mam stoi innych problemów i kupę kurzu dosłownie w każdym miejscu w moim pokoju. Mamcia twierdzi, że najlepszym sposobem na zły humor jest sprzątanie. Jak ja zacznę sprzątać, to rozwalę pół domu. Dobra, może jednak posprzątam.
Wesołej przedświątecznej gorączki.
I kupcie dobrego karpia.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

o17. Dziwny post o charakterze egzystencjonalnym

Włączyłam sobie Tatu i przeczytałam całego bloga.
Nie, nie wyciągnęłam żadnych wniosków. Po prostu miałam zajęcie na jakieś 10 minut :)
Siedzę i próbuję się zebrać w sobie, żeby napisać o kilku ważnych rzeczach, które poniekąd w magiczny sposób utrudniają mi życie, ale im bardziej nad tym myślę, tym bardziej wydaje mi się to głupie i egoistyczne. Więc, przykro mi, ale nie będzie posta o moich problemach psychicznych (ale na przyszłość radzę zapamiętać, że jestem kopnięta, to Wam może uratować życie ;)).
Mam dzisiaj średnio dobry dzień i jedyna rzecz, która mnie cieszy, to to, że mój pies reaguje na śnieg tak samo, jak ja. Czyli jak idiota, który zobaczył bateryjkę. Bo reszta domowników chodzi i zrzędzi jakby byli starsi o co najmniej 40 lat. Ocieć zrzędzi, że nie ma pieniędzy i pracy. Mamcia zrzędzi, że ma pracę, ale nie ma pieniędzy, między tym zrzędzeniem truje mi głowę, że nie pokazuję jej zawartości mojego bloga i Fejsa (heloł?!) i dzierga bombki. Dzierga i dzierga i dzierga, a Ocieć ogląda w TV wszystko jak leci.
Dobra, skoro ludzie się składają na kasę dla chorych dzieci, to niech ktoś mi się zrzuci na testy DNA? Bo ja muszę mieć pewność, że ja jestem dzieckiem swoich rodziców. Bo to mi się wydaje mało możliwe. Chociaż mówią, że ni ch*j, bo jestem za podobna :|. Nie żebym była pustakiem, ale jakim cudem ja jestem dzieckiem dwóch w taki cholernie ogromny sposób ograniczonych ludzi?!
Zaraz się zamknę w sobie i będę rozmawiała ze swoim wnętrzem, bo nie ma z kim (Dżeki po minucie mojego monologu uśmiecha się jak debil i drepta gdzieś, po czym wraca z piłką, czy innym swoim instrumentem roboczym. Chociaż on nie udaje, że mnie rozumie, albo, że chce zrozumieć). Chociaż kurde, mnie się nie da zrozumieć, więc czego ja chcę?
No dobra, nie da się, ale kilka osób jest blisko celu ;). Ale te osoby ze mną nie mieszkają, ku mojej rozpaczy :|. Niedługo zacznę sobie wymyślać ludzi i z nimi gadać. Bo do siebie, to już gadam :D. Polecam, fajne uczucie ;)
Mam ochotę kupić sobie siekierkę i kogoś zaciupać. Wsadzą mnie do wariatkowa i będę się utrzymywała za wasze podatki.
Przed chwilą oberwałam za dobitne wyrażenie swojej dezaprobaty wobec Oćća, któremu się nie podoba słuchana przeze mnie muzyka(generalizując - wyśmiał ją). Powiedziałam to, co każdy Polak by powiedział i usłyszałam, że jestem niewychowana.
Ta, jak oni się kłócą i mają takie słowa jako przecinki to ja NIC  nie mogę powiedzieć.
Wierzcie mi ,w psychiatryku jest normalniej, niż u mnie w domu. (Kusia potwierdzi!).
Wracając do siekierki, jutro mam historię. Świetna okazja, tylko nie zdążę z siekierką :(. Psyklo.
Co do słuchania Tatu - wiecie, że one nie były lesbijkami? To był pomysł jakiegoś niespełnionego psychologa, który był ich managerem. Udawanie uczuć między nimi miało służyć wywoływaniu większego szumu wokół. Mi się wydaje, że to było trochę eksperymentatorskie i szkoda, że ten pan nie napisał na ten temat pracy doktorskiej, no ale cóż. A tak na serio, to czy ktokolwiek wie, o czym one śpiewają? Nie, bo nikomu się nie chce tego tłumaczyć i lepiej słuchać papki o tym jaki styl ma zespół Psy, albo o Telo, który poszedł na imprezę. Gratuluję, jesteście super.
I potem mnie nikt nie rozumie. Bo mówię o rzeczach nie z tego świata. Gdybym na dokładkę zaserwowała informację o tym, że lubię oglądać flaki i jeść przy tym tosty, przy moim porodzie ginekolog uciekł z sali i mam fobię szkolną, poza tym twierdzę, że Titanic nadal płynie, to...
No właśnie, co?
Poza tym coraz bardziej zaczynam wierzyć w katolickiego boga, bo tylko on mógł wymyślić takie dziwadło jak ja.
Amen.
I na koniec, już prawie tradycyjnie, dobra muzyka :)