Nie, nie koniec świata.
Święta Bożego Narodzenia się zaczęły!
Ze sklepowych półek dawno już poznikały znicze, więc mamy choineczki, reniferki, mikołajki, misie polarne, aniołki i inne duperele.
Dobra, może ja mam odpały i słucham kolęd we wrześniu. Ale czy inni też mają mieć odpały i wystawiać ozdoby choinkowe na samym początku listopada? Jakiś czas temu ni Chińczyka nie mogłam zrozumieć tego systemu, ale w tym roku coś mi się zapaliło w moim ociężałym umyśle i mnie olśniło. Przecież to jasne, jak słońce - jak wystawimy wcześniej, będziemy mieli przewagę - kupią u nas, to potem u konkurencji już nie. Im wcześniej, tym większa przewaga. Sprytnie, co?
Tylko ci wszyscy spryciarze psują nam Święta wyskakując ponad miesiąc wcześniej z całą tą swoją tandetą. Bo ile można oglądać tych choineczek, bombeczek i światełek?! Ja rozumie, mamy kryzys, bla, bla, bla, ale to naprawdę nie jest, kurde, fajne. No ale, ale, żyjemy w dziwnym kraju nad Wisłą...
Poza tym, przydałby się jakiś śnieg. ŚNIEG, a nie DESZCZ.
Co do końca świata - muszę w tym roku ubrać wcześniej choinkę. No bo co, ja choinki nie ubiorę, zanim umrę?! Tragedia narodowa na miarę Smoleńska. A tam, nie będzie końca świata. Majom się po prostu głaz czy co tam innego skończyło, a my się przejmujemy. Trochę by było szkoda nie podejść do matury...(chociaż moja i tak jest pod znakiem zapytania...). No i nie pojadę na Sylwestra w góry. Jak mawia kolega mój, Jakub "Smutek w moim sercu, łzy w moich oczach".
A teroz, panocki, posłuchomy se dobryj muzycki! (i pomodlimy się o ŚNIEG (nie o DESZCZ))