wtorek, 27 listopada 2012

o16. "I can't wait for Christmas"

Zaczęło się.
Nie, nie koniec świata.
Święta Bożego Narodzenia się zaczęły!
Ze sklepowych półek dawno już poznikały znicze, więc mamy choineczki, reniferki, mikołajki, misie polarne, aniołki i inne duperele.
Dobra, może ja mam odpały i słucham kolęd we wrześniu. Ale czy inni też mają mieć odpały i wystawiać ozdoby choinkowe na samym początku listopada? Jakiś czas temu ni Chińczyka nie mogłam zrozumieć tego systemu, ale w tym roku coś mi się zapaliło w moim ociężałym umyśle i mnie olśniło. Przecież to jasne, jak słońce - jak wystawimy wcześniej, będziemy mieli przewagę - kupią u nas, to potem u konkurencji już nie. Im wcześniej, tym większa przewaga. Sprytnie, co?
Tylko ci wszyscy spryciarze psują nam Święta wyskakując ponad miesiąc wcześniej z całą tą swoją tandetą. Bo ile można oglądać tych choineczek, bombeczek i światełek?! Ja rozumie, mamy kryzys, bla, bla, bla, ale to naprawdę nie jest, kurde, fajne. No ale, ale, żyjemy w dziwnym kraju nad Wisłą...
Poza tym, przydałby się jakiś śnieg. ŚNIEG, a nie DESZCZ.
Co do końca świata - muszę w tym roku ubrać wcześniej choinkę. No bo co, ja choinki nie ubiorę, zanim umrę?! Tragedia narodowa na miarę Smoleńska. A tam, nie będzie końca świata. Majom się po prostu głaz czy co tam innego skończyło, a my się przejmujemy. Trochę by było szkoda nie podejść do matury...(chociaż moja i tak jest pod znakiem zapytania...). No i nie pojadę na Sylwestra w góry. Jak mawia kolega mój, Jakub "Smutek w moim sercu, łzy w moich oczach".
A teroz, panocki, posłuchomy se dobryj muzycki! (i pomodlimy się o ŚNIEG (nie o DESZCZ))